bucket lista

Czy jest tu ktoś, kto nie słyszał o bucket listach? Spis petryliarda rzeczy do zrobienia przed śmiercią, skończeniem studiów lub czterdziestką wydaje się całkiem sensownym sposobem na uporządkowanie swych priorytetów i wyznaczenie życiowych celów. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a w tym wypadku w marketingu, pragnieniu bycia fajnym oraz z góry określonej magicznej liczbie.

Czym są bucket listy?

Termin ten nie ma dobrego polskiego odpowiednika, więc będę posługiwał się powszechnie znanym angielskim określeniem. Bucket lista to po prostu spis rzeczy do zrobienia, zanim opuścisz ziemski padół. Pomysł jest bardzo prosty – skoro nie wiesz, ile dni Ci zostało, aby nie zmarnować danego Ci czasu, wypisujesz wszystkie swoje marzenia i je realizujesz. Koncepcja szybko zdobyła niesłychaną popularność, wkrótce pojawiły się listy rzeczy do zrobienia przed ukończeniem studiów, założeniem rodziny, trzydziestką, czterdziestką i innymi datami granicznymi.

Jak sporządzić bucket listę

Nic trudnego. Wybierasz liczbę np 10, 100, 1000 ważne żeby była okrągła lub o jeden mniejsza od okrągłej np.: 99 i wypisujesz wszystkie swoje pragnienia. Nie dzielisz ich na żadne kategorie, nie zastanawiasz się nad nimi, po prostu piszesz. Pływanie z delfinami? Świetnie. Zostanie prezydentem Federacji Marsjańskiej? Czemu nie? W końcu możesz ją założyć lub nakręcić film science fiction. Bycie dobrym ojcem? Może być, chociaż wieje nudą. Usiądź spokojnie, weź czystą kartkę i pisz. Gdy wyczerpią się pomysły, a do granicznej liczby jest daleko, otwórz internet i znajdź jakąś gotową, ciekawą propozycję życiowych celów.

Co mam przeciwko bucket listom

W zasadzie nic. Sam kiedyś taką popełniłem. Uczucie zażenowania przy odczytywaniu zawartych na niej pozycji skłoniło mnie do napisania kolejnej, bardziej przemyślanej.

Pisanie bucekt list to dobra okazja na określenie życiowych celów pod warunkiem, że nie korzysta się z gotowców i jest się ze sobą szczerym. W internecie nie brak kuszących propozycji, przy których blakną siermiężne, zwyczajne marzenia. Nagle wspinaczka na Mont Everest staje się pozycją obowiązkową. Wśród swoich osobistych, prawdziwych pragnień wypada umieścić coś spektakularnego. Kiedy lista jest odpowiednio widowiskowa w dobrym tonie jest opublikowanie jej w internecie i czekanie na lajki.

Nie mam nic przeciwko pokazywaniu swoich list w sieci. Wszystkie te spisy: „Co zrobić przed czterdziestką” mogą przydać się przy planowaniu kariery. Zdarza się, że interesujący ludzie dzielą się swymi doświadczeniami, a to zawsze jest inspirujące. Przeszkadza mi jedynie przerost formy nad treścią i pokutujące przekonanie, że fajni ludzie robią bucket listy i umieszczają na nich fajne rzeczy, a te fajne rzeczy to na przykład głaskanie tygrysa.

W rezultacie miejsce przemyślanych koncepcji zajmują ulepki cudzych marzeń, boleśnie nieadekwatne wobec prawdziwych pragnień. Nagle komuś się wydaje, że chce tej podróży na Nową Zelandię, chociaż wcześniej ledwo zdawał sobie sprawę z jej istnienia, a w wolnych chwilach robi szaliki na drutach. Tak naprawdę uszczęśliwiłoby go wydzierganie grubego swetra z mnóstwem warkoczy, ściągaczy i innych ozdobników, lecz opanowanie trudnego ściegu to zbyt pospolite osiągnięcie, by uhonorować je miejscem na bucket liście.

Bucket listy rzadko całościowo ujmują życie człowieka. Zakładają, że będzie ono nigdy nie kończącą się fiestą, przerywaną fanfarami po odhaczeniu kolejnego marzenia. Uwielbiam marzenia i fantazje, ale lubię mieć konkretne życiowe cele.

Moja żenująca bucket lista

Gdy byłem młodszy i mniej zrzędliwy ułożyłem sobie bucket listę. Czego tam nie było? Władowałem wszystko, co wydawało mi się fajne: ukończenie maratonu, zagranie w ruletkę w Las Vegas, nawet to nieszczęsne pływanie z delfinami. Z perspektywy czasu widzę jak byłem niedojrzały i podatny na reklamę. Chociażby dlatego warto było napisać tę bucket listę. Odczytana po jakimś czasie pomogła ocenić jak bardzo się zmieniłem. W końcu wizja życia, czy priorytety mogą ewoluować.

Jakiś czas temu nie przyszłoby mi do głowy, by wpisać na przykład „bycie dobrym człowiekiem”. Wprawdzie nie wiem jak to osiągnąć, ale nie tracę nadziei, że znajdę sposób:) Kasyno w Las Vegas czy Monte Carlo sobie odpuszczę, a jeśli nadarzy się okazja na te delfiny, spróbuję. Uczciwie muszę przyznać, że niektóre z figurujących na bucket liście pozycji jak zaprojektowanie ładnej grafiki pchnęły mnie do rozwijania konkretnych umiejętności.

Jak napisać bucket listę

Zastanów się, czego naprawdę chcesz i zapisz swoje marzenia. Bez ograniczania się do konkretnej liczby pozycji. Nie staraj się dopasować do żadnego wzorca ani nie cenzuruj się. Na swoją pierwszą bucket listę nie wpisałem na przykład, że chciałbym nauczyć się kłaść kafelki i nauczyć dogadywać się z siostrą. Los załatwił za mnie. Od tego czasu wyremontowałem łazienkę i zaprzyjaźniłem się z nieznośną smarkulą, ale może nastąpiło to szybciej, gdybym od razu uznał to za życiowy cel.

Może dobrym wyjściem byłoby podzielenie bucket listy na kategorie np.: zdrowie, rodzina, kariera, kaprysy. Nie muszą zajmować tyle samo miejsca. Dla dwudziestolatka perspektywa małżeństwa bywa czysto hipotetyczną możliwością, żenią się starzy ludzie, ale po kilku latach, nagle zachciewa się być w stałym, szczęśliwym związku, a potem kto wie, może nawet mieć dzieci. Na bucket listę mają prawo trafić życiowe przyjemności, błahostki, nieprzydatne za to bardzo przyjemne aktywności, ale nie powinna się tylko do nich sprowadzać.

Bucket lista to świetny pomysł na zaplanowanie życia. W końcu marzenia są całkiem przydatnymi drogowskazami. Pamiętaj tylko, żeby była „twoja” to może potraktujesz ją poważnie.

Bucket lista przed testamentem
Podziel się: