produktywność

W tym roku, jak wielu z Was poświęciłem czas, by udać się w miejsce, w którym nikt już nie dba o produktywność. Na cmentarz. Jak wielu z Was starannie zaplanowałem czas, by dopełnić rytuału. Do głowy mi nie przyszło, by nie iść tam, gdzie niczego nie zyskam, nie wypracuję, ani nie zrealizuję. Zaświeciłem świeczkę, położyłem kwiaty i starałem się ustalić, kim jest ten człowiek, który poklepuje mnie po plecach.

Kolorowe kwiaty i znicze przeobraziły nekropolę w płonącą łąkę. Feeria jaskrawych barw nasuwała na myśl średniowieczne przedstawienia tańca śmierci, a toczące się przy mogiłach rodzinne pogaduszki zdawały się potwierdzać nierozerwalny związek życia i śmierci, sacrum i profanum, trywialności i patosu. Memento mori. Wszystkie plany, priorytety i wizje przyszłości mają datę ważności.

Produktywność, czas a spuścizna

Ze względów rodzinnych odwiedzam cmentarz nie tylko w dzień Wszystkich Świętych. To jedyne miejsce, gdzie nie obowiązują standardy produktywności i oszczędzania energii. Wprawdzie starsze panie z niezwykłą szybkością nadają lastrico blask marmuru, ale w międzyczasie zmówią zdrowaśkę, wspomną dobre chwile ze swym Zdzichem czy Staśkiem, pogwarzą ze znajomym. Bez pośpiechu. Bez ociągania się. Bez mierzenia czasu i bicia rekordów. Ze wszystkim się zdąży.

Wśród mogił czas nie ma znaczenia. We wspomnieniach ukazują się najbardziej wyraziste cechy tych, którzy odeszli. Pamiętamy uśmiech, złość, nawet ciężką pracę, ale nikt nie rozlicza zmarłych z cykli Pomodoro Nieuchwytna duchowa spuścizna wyznacza bardziej uniwersalne i prostsze wartości.

Paradoksalnie w miejscu, w którym wszystko się kończy człowiek zaczyna zastanawiać się nad własną użytecznością. Jaki legat zostawi po sobie potomnym? Jakie wartości i dokonania dołoży do rodzinnej puli przekazywanych z pokolenia na pokolenia strategii radzenia sobie z życiem. Jak zostanie zapamiętany? Produktywność odzyskuje swoje właściwe miejsce- narzędzia w realizowaniu długofalowej wizji.

Średniowieczne zawołanie „Memento mori”- „Pamiętaj o śmierci” nie było wezwaniem do rezygnacji, ale raczej zachętą do realizowania ideałów epoki. Aktywność w dużej mierze sprowadzała się do ascezy, modlitwy i dobrych uczynków, ale taki był wówczas obowiązujący wzorzec produktywności. Ciągłe przywoływanie nieuchronnego kresu pchało ludzi w wir pobożności, hulanek, w ciszę życia kontemplacyjnego, lub gorączkowe dążenie pomnażania rodowych dóbr. Wszystko z pasją, zapamiętaniem, konsekwencją. Często bez planu, celów i harmonogramów.

Czas dla życia

Dzisiejsza cywilizacja stara się zapomnieć o cierpieniu i śmierci. W polskiej tradycji dysponujemy przynajmniej jednym dniem, który wytrąca nas z kieratu codzienności, ukazuje miałkość bieżących spraw i niszczy lukrowaną wizję perfekcyjnego życia. Stojąc przy grobie kogoś bliskiego doskonale wiemy, co jest w życiu ważne i dziwnym trafem najbliższy deadline nie należy do tej kategorii. W Dzień Wszystkich Świętych, nieco wbrew sobie, zastanawiamy się nad sensem życia i śmierci.

Dla mnie jest to czas swoistego rachunku sumienia. Być może tkwi jeszcze we mnie plemienny atawizm nakazujący oddawać cześć przodkom, ale w świetle płonących ogni nachodzi mnie myśl, czy właściwie wykorzystuję swój czas. Czy moje codzienne wybory odzwierciedlają moje wartości i czy spełnia się określona przeze mnie wizja życia? Co usłyszałbym na swoim pogrzebie?

Czas na zadumę

Produktywność nie obędzie się bez podsumowań. Trudno czasami wyrwać się z kieratu i na chłodno ocenić swoje życie, dlatego tradycje i rytuały wypychające nas z codziennych kolein tym bardziej należy pielęgnować. Zaduszki i wszystkich Świętych dają nam niepowtarzalną okazję, by odczuć swą kruchość i śmiertelność, ale też zająć swoje miejsce w długim łańcuchu pokoleń. Te wyśmiewane spotkania towarzyskie nad grobem są próbą zadzierzgnięcia na nowo rozsupłanych przez codzienność więzów.

Jak pisał Antoine de Saint Exupery w „Twierdzy” rzeczy wielkie składają się z trywialnych. Rubaszni wujkowie i irytujące ciotki swą przyziemnością przypominają nam, że wizja przyszłości to piękny koncept, ale nic się samo nie zrobi. Niezależnie od przemyśleń egzystencjalnych trzeba jednak napisać tę listę rzeczy do zrobienia, przygotować prezentację, zorganizować spotkanie. Wszystkie nieważne z perspektywy wieczności drobiazgi pomogą zbudować życie, które będzie warte pamiętania. Pod warunkiem, że swego istnienia nie sprowadzimy do zajmowania się tylko nimi.

Niewielu z nas potrafi określić cel swojego życia. Jednak mało kto, uznaje za niego odhaczanie ptaszków na check listach (uwielbiam to). Dzień Wszystkich Świętych ze swą komercją, wyśmiewanymi cmentariankami i trywialnością pomaga nam zwrócić myśli ku temu, czego naprawdę pragniemy od życia Czasami nie możemy tego nazwać. Dysponujemy tylko niejasnym przeczuciem i solidną wiedzą, czego nie chcemy. To już coś.

Wielu z nas cierpi na poczucie wykorzenienia. Dzień Wszystkich Świętych na nowo osadza nas w jasno określonej rzeczywistości. Wtedy wyraźnie widzę, że jestem prawnukiem tego a tego. Znajomość rodzinnych korzeni daje trudną do zdefiniowania siłę wynikającą z poczuciem ciągłości. Cmentarz to dziwne miejsce, by zaplanować swoje życie, ale jak żadne inne usuwa wszystkie rozpraszacze, iluzje i wytwory kultury. Także ten, że będziemy szczęśliwi, gdy już zbudujemy dom, zarobimy pierwszy milion, założymy firmę, wstaw dowolną rzecz.

Będziemy szczęśliwi, gdy pozwolimy sobie na to, tu i teraz, kiedy dostrzeżemy w naszym życiu, takim jakim ono jest teraz, piękno, godność i wartość. Z czasem zrealizujemy nasze cele, ale odkładanie życia na magiczne potem nic dobrego nie przyniesie. Jutro może nie nadejść. A nawet jeśli okaże się, że osiągnęliśmy zamierzony cel, po drodze utracimy mnóstwo wartościowych rzeczy. To bardzo nieproduktywne wykorzystanie czasu.

Czas i produktywność w świetle znicza
Podziel się: