pasja

Strony o rozwoju i motywacji wywołują u mnie poczucie winy. Tyle mądrych słów, a ja zamiast docenić szukam dziury w całym. Nic nie poradzę. Wiele z tych fraz świetnie wygląda na plakatach, ale osobiście nie mogę ich zdzierżyć. Oczywiście to bardzo subiektywna opinia, ale wolnoć Tomku na swoim blogu.

Jednym z najbardziej irytujących mnie stwierdzeń jest zdanie „Kochaj to co robisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Człowiek, który to wymyślił chyba nigdy nie wypełniał załącznika B do formularza C ani nie rozliczał nadliczbówek.

Terror życia z pasją

Stwierdzenie to denerwuje mnie z kilku powodów. Jednym z nich jest niemalże nakaz życia z pasją. Nie tak łatwo ją odnaleźć, jeśli już to nastąpi, sama wypełni sobą każdą chwilę. Można natomiast mieć kilka zainteresowań, ale żadnemu z nich nie oddawać się bezgranicznie.

Nie czyni to życia mniej wartościowym. Wolę porozmawiać z osobą interesującą się kulturą, modą, polityką i teorią względności niż pasjonatem szpilek. Z pewnością występuje wiele rodzajów szpilek, pinesek, kołeczków, ale zafiksowanie się na jednej idei wydaje mi się w pewien sposób ograniczające.

Rozumiem, że nie da się wrócić do czasów renesansu, gdy od człowieka wymagano wszechstronności, jednak szerokie horyzonty uważam za bardziej pociągające od koncentracji na jednym wycinku. Wiem, że mając kilka zainteresowań zgromadzi się rozległą, lecz płytką wiedzę, ale kusi mnie erudycja, a nie zamknięcie się w jednej wąskiej dziedzinie.

Oczywiście szukając pasji, można spróbować różnych rzeczy, zgromadzić sporą wiedzę i nabyć różne umiejętności. Pasja może nas niesamowicie rozwinąć lub ograniczać. Trzeba wziąć też pod uwagę, że z czasem może się wypalić i co wtedy? Internet podaje przykłady ludzi żyjących pasją, ale rzadko wspomina o tych, którzy ją stracili. Tymczasem wypalenie to popularne zjawisko.

Pasja podtrzymywana na siłę przypomina nieco odgrzewane kotlety. Tego cudownego uczucia ekscytacji, automatycznego przesuwania priorytetów, samoczynnego ustalania celów by zrobić miejsce dla tej jednej rzeczy, nie da się sztucznie wywołać. Namiętność może przejść w zainteresowanie, ale to już nie to.

Moja koleżanka oddała ostatnie studenckie pieniądze, by kupić biografię Hannibala Barkidy. Odkąd w piątej klasie pani z historii opowiedziała o słoniach brnących w alpejskich śniegach, starożytna Kartagina śniła jej się po nocach. Zdobyła olbrzymią wiedzę. Samodzielnie nauczyła się greki i łaciny, by móc porównywać źródła. Jednak po kilku latach pasja się wypaliła i dziewczyna zajęła się czymś innym. Nadal interesuje się Kartaginą, nie szuka gorączkowo skrawków informacji na jej temat.

Pasja może utrzymywać się przez miesiące, lata lub nawet całe życie, jeśli się pojawi to odciśnie piętno na naszym życiu, natomiast nie jest wymogiem by wykonywać jakikolwiek zawód. Jej brak nie czyni też życia bezwartościowym. To wisienka na torcie. Bez niej życie też może wybornie smakować.

Życie z pasją też daje w kość

Znam wielu ludzi, którzy kochając swoją pracę, nie znoszą jej pewnych aspektów. Moja znajoma jest świetną nauczycielką, uwielbia prowadzenie lekcji, ale nie cierpi wypełniana dokumentacji, zawsze ma jakieś luki i niedociągnięcia. Po ciężkim dniu bywa wyczerpana.

Według twierdzenia „Kochaj to co robisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” powinna radośnie wypełniać dziennik, entuzjastycznie uczestniczyć w posiedzeniach rady pedagogicznej i nigdy się nie irytować, że po tysiąckrotnym zwróceniu uwagi delikwent pisze „ktury”.

Inny kolega odbywa staż w szpitalu. Naprawdę cieszy go leczenie chorych, ale po nocce marzy tylko, by nikomu nie trzeba było pomagać. Koleżanka postanowiła pójść za głosem pasji i otworzyć cukiernię. Jednak bywają dni, że ma ochotę wyrzucić wszystkie blaszki, wrócić do korporacji, a w soboty piec pyszności dla rodziny.

Pasja, nie sprawi, że pieniądze zaczną napływać szerokim strumieniem, współpracownicy przestaną irytować, a nowy but nie obetrze. To naturalne, że szukamy doskonałości, ale ideały mają to do siebie, że pozostają w sferze marzeń. Każda
profesja ma swoje mniej przyjemne strony, należy się z tym pogodzić. Tymczasem bywa, że wyrzucamy sobie brak pasji, ponieważ nasze zmęczenie złość czy irytacja nie pasują do wizji mówców motywacyjnych.

Nie podoba mi się też sugestia, że praca jest męczarnią. Układ zero jedynkowy. Albo jest cudownie (kochasz to, co robisz) albo beznadziejnie (pracujesz). Jeżeli z pasji zdobywamy monety na płacenie rachunków, to pracujemy. Praca, w której widzimy sens, w której się spełniamy, która nas interesuje stanowi ogromną wartość. Jednak nie mylmy jej z pasmem przyjemności.

Powiedzenie „Kochaj to co robisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” ma swoją ciemną stronę. Nigdy nie będziesz w pracy, ale też nigdy nie będziesz poza nią. Koniec z wolnym czasem Stracisz umiejętność oddzielania sfery zawodowej i prywatnej. Naprawdę tego chcesz?

Ben Horowitz ku refleksji

Ben Horowitz, znany przedsiębiorca z Doliny Krzemowej, uważa, że przy wyborze zawodu nie powinniśmy kierować się pasją. Radzi, by znaleźć dziedzinę, w której jesteśmy najlepsi i starać się by świat miał z nas jak najwięcej pożytku. Głęboko się nad tym zastanawiałem, nadal nie mogę całkowicie zgodzić się z tą tezą. Jednak przykład mojej koleżanki doskonale je uzasadnia.

Moja znajoma, wyżej wspomniana nauczycielka, wcale nie chciała uczyć, zamierzała się zająć pracą naukową, jednak doskwierał trochę brak pieniędzy. Niechętnie podjęła pracę w szkole, tylko na chwilę. Niespodziewanie zaiskrzyło. Uczucie ogarniające po skutecznym wytłumaczeniu czegoś klasie, okazało się uzależniające, a że trzeba wypełniać ten przeklęty dziennik…Trudno.

Czy pasja jest przereklamowana?
Podziel się: