internet

Czasami zastanawiam się czy żyjemy jeszcze na planecie Ziemia, czy staliśmy się obywatelami państwa Internet. Smartfony, smartwatche, komputery towarzyszą nam na każdym kroku. Nowe urządzenia, drukarki, aparaty fotograficzne oprócz swych podstawowych funkcji muszą zapewniać dostęp do sieci. W sieci szukamy informacji, ale także podtrzymujemy kontakty ze znajomymi, określamy naszą pozycję w hierarchii społecznej, tworzymy swój publiczny wizerunek, kupujemy, sprzedajemy, a nawet umawiamy się na randki.

Kilka lat temu, żeby sprawdzić jaka jest pogoda należało wyjrzeć za okno, obecnie uruchamia się odpowiednią aplikację. Internet oferuje receptę na każdy problem: jak wyleczyć trądzik, zdobyć miłość swojego życia, zbić majątek i pomalować pokój. To wspaniałe narzędzie, ale bardzo zły sposób na życie. Wielu z nas odkryło, że najczęściej przeglądane strony, nie wnoszą do niego żadnej wartości. Jak ograniczyć czas w sieci i zostać panem, a nie niewolnikiem internetu?

Diabelski pakt

Uzależnienie od internetu, jak każdy nałóg, wymaga profesjonalnej terapii. Większość z nas na szczęście jeszcze nie osiągnęła stadium, w którym jesteśmy gotowi poświęcić wszystkie pragnienia i potrzeby na rzecz łączności z siecią. Jednak rysuje się dość niepokojąca tendencja. Według Amerykańskiego Centrum Uzależnień Internetowych 6 proc. internautów padło ofiarą nałogu, a ponad 30 proc. uważając sieć za sposób na oderwanie się od rzeczywistości, znalazło się w grupie ryzyka.

W Polsce coraz powszechniejszy dostęp do sieci zaowocował stałym wzrostem liczby uzależnionych. Internet kusi nas kolorowym światem i zaoszczędzonym czasem. Większość dzisiejszych czterdziestolatków i trzydziestolatków zaczęła korzystać z sieci, traktując ją jako sposób na zyskanie czasu. Koniec z uciążliwym poszukiwaniem materiałów po bibliotekach i znajomych, dość samodzielnego opracowania źródeł i szukania istotnych kwestii. Potem przyszedł czas na rozrywkę i social media. Wreszcie okazało się, że cudowna maszyna do oszczędzania czasu codziennie kradnie nam całe godziny. Nagle nie mamy chwili dla siebie, rodziny, przyjaciół, za to wiemy, jak internauci skomentowali wynik meczu.

Iluzja bliskości

Internet daje nam poczucie bliskości z innymi. Dzięki mediom społecznościowym możemy kontaktować się z przyjaciółmi na drugim końcu świata i rozwijać sieć zawodowych powiązań. I dobrze. Po to są. Jednak gromadzenie miliona znajomych, publikowanie zdjęcia z każdego wyjścia do restauracji, przeglądanie statusów i wyszukiwanie najnowszych memów, by mieć co wstawić na Facebooka, nie jest pielęgnowaniem więzi. Komentując, lajkując, udostępniając mamy wrażenie, że należymy do wielkiej, cudownej paczki.

Bycie częścią kasty fajnych ludzi wymaga stałej aktywności. Trzeba rzucać odpowiednie fotki, z odpowiednich miejsc, z odpowiednio nieupozowane, z odpowiednią dawką dystansu do siebie. A ujęcia to tylko część pracy. Nikt nie sprawdzi za nas statusów znajomych, nie skomentuje i nie zareaguje na komentarze. Wreszcie trzeba stworzyć przynajmniej pozory odpowiedniego stylu życia. To wszystko zajmuje czas i energię. Gdy udaje się zbudować prawdziwą relację, czas ten jest dobrze wykorzystany. Niestety, w większości przypadków tylko osłabiamy prawdziwe więzi.

Do niedawna myślałem, że obraz młodych ludzi zapatrzonych na randce w smartfony jest satyrycznym przejaskrawieniem, wczoraj miałem okazję obserwować taką interakcję. Internet wyzwala w nas impuls do wykreowania wyidealizowanego, nieprawdziwego obrazu siebie i swojego życia, a wszystkie wartościowe relacje opierają się na prawdzie. Bliskość wymaga szczerości i czasu. Sieć żywi się pozorami, a poprzez płytkie, niewymagające wysiłku kontakty oducza umiejętności słuchania, okazywania empatii i podejmowania wysiłku.

Jak ograniczyć czas w internecie

Internet dla wielu z nas jest niezbędnym narzędziem pracy. Nie warto pochopnie odrzucać doskonałego instrumentu, tylko dlatego, że wymaga umiejętności samokontroli. Pierwszym krokiem jest monitorowanie swej aktywności. Nie brakuje stworzonych do tego celu aplikacji. Potem analizujemy, czy rzeczywiście używamy inetrnetu zgodnie ze swymi zamierzeniami, czy wykonujemy czynności kompulsywne.

Na początek proponuję wyłączenie powiadomień i przydzielenie sobie czasu na media społecznościowe, przeglądanie poczty, czy korzystanie ze „stron rekreacyjnych”. Każdemu zdarza się zbłądzić na „Pudelka”, czy przeczytać od deski do deski nowo znaleziony blog. Jeżeli jednak serfowanie od linku do linku staje się rutyną, trzeba coś z tym zrobić. Najprościej wyznaczyć sobie niezbyt długi czas na beztroską zabawę w sieci.

Ograniczenie może z czasem prowadzić do zupełnej rezygnacji z bezwartościowych stron, ale na początku całkowite odcięcie od sieci może być frustrujące. Reakcja na limitowanie internetu może być dobrym miernikiem poziomu zaangażowania w sieci. Jeśli nie odczuwasz z tego tytułu żadnej przykrości, bez trudu znajdujesz sobie zajęcia nie wymagające uruchomienia przeglądarki, uzależnienie Ci nie grozi. Im więcej niepokoju, nerwowości, tym bardziej potrzebujesz detoksu.

Wyznaczenie stref bez internetu

Samo ograniczenie czasu w internecie nic nie da, jeśli będziesz tylko nerwowo odliczał minuty do włączenia komputera. Znajdź rzeczy, które możesz robić bez pomocy wujka googla. Czytaj książki, uprawiaj sport, rób na drutach, piel ogródek. Ustal zasadę, że posiłki jesz z rodziną lub samotnie, ale bez internetu. Do tramwaju weź tradycyjną książkę lub gazetę, zaproś dziewczynę na spacer. A nuż życie analogowe Ci się spodoba.

W końcu organizując spotkanie z przyjaciółmi nawet nie pomyślisz o wrzuceniu zdjęcia na Facebooka. Zasada unikania internetu podczas spotkań towarzyskich niesamowicie pogłębi Twoje relacje. Nie ma nic w złego w obejrzeniu od czasu do czasu śmiesznego filmiku, ale rozmowa i robienie czegoś razem bywają o wiele fajniejsze.

Jak ograniczyć czas w internecie
Podziel się: