Końcoworoczne podsumowanie | Król Czasu

podsumowanie

Koniec roku to tradycyjnie czas podsumowań i zapisywania noworocznych postanowień. W mojej rodzinie powtarza się, że przed Nowym Rokiem powinno się pozbyć wszelkich długów, zobowiązań i zaległości. W dobie trzydziestoletnich kredytów nie jest to postulat łatwy do spełnienia, ale idea zaczęcia wszystkiego od nowa, z czystą kartą ma w sobie nieodparty urok.

Kiedyś przemawiała do mnie wizja Nowego Roku jako dziewiczej krainy, w której zdarzyć się może wszystko, a jeszcze nie wydeptana ścieżka prowadzi do szczęścia, bogactwa i mądrości. Z upływem lat zmieniłem perspektywę. Zrozumiałem, że sam wydeptuję sobie tę dróżkę, moje najbardziej banalne wybory podejmowane w dniach, gdy nic istotnego się nie dzieje, zbliżają mnie lub oddalają od celów. Rozpoczynający się rok stał się przedłużeniem dawnego. Jeśli w 2018 roku osiągnę swe cele to tylko dlatego, że w poprzednich latach wędrowałem we właściwym kierunku. Od czasu trzeba przerwać wspinaczkę i ocenić, ile jeszcze zostało do szczytu. Koniec starego roku to doskonały moment do podsumowań. Zawsze przeprowadzam wtedy podsumowanie roku i zadaję sobie kilka kluczowych pytań. Z mojego doświadczenia wynika, że produktywność lubi okresowe przeglądy.

Po co robić podsumowanie roku

Rozrachunek z poprzednim rokiem pomaga mi realizować cele długoterminowe. To oczywiste. Jednak nie dlatego go przeprowadzam. Mając skłonność do nadmiernego koncentrowania się na kilku celach, czasem zaniedbuje inne sfery swojego życia. Końcoworoczne podsumowanie pomaga mi zbliżyć się do równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Nadal nie mogę poszczycić się stanem „work balance”, ale z okresowym bilansem mam większe szanse na osiągnięcie równowagi pomiędzy pracą, a życiem prywatnym niż idąc bezrefleksyjnie na przód.

Podsumowanie pozwala sobie uświadomić, że realizacja zadań, które sobie kiedyś wyznaczyłem straciła jakikolwiek sens. Kiedyś deklarując przywiązanie do rodziny koncentrowałem się na pracy. Obecnie staram się spędzać więcej czasu z ludźmi i dbać o relacje. Moja kariera wcale nie ucierpiała, gdy naiwne młodzieńcze wyobrażenie o wygranej w wyścigu szczurów zamieniłem na inne pragnienia. Właśnie zwyczaj okresowego bilansu pomógł mi zrozumieć, czego naprawdę chcę.

Jak podsumować upływający rok

Trudno ocenić kończący się rok bez priorytetów i listy celów, ale jeszcze trudniej tego dokonać bez ustalenia hierarchii wartości. Niejednokrotnie dawałem się poznać jako orędownik priorytetów. Cenię je także dlatego, że pomagają żyć zgodnie z wyznawanymi zasadami. Słowo „sumienie”trąci myszką, jednak przemawia do mnie bardziej od „przyznania priorytetów wszelkim indywidualnym aspektom działania jednostki, tak materialnym jak i transcendentnym”. Bardzo często mówiąc o sukcesie mamy na myśli widoczne, materialne kryteria: kwotę na koncie, samochód w garażu, rachunek za wakacje, ratę kredytu, stanowisko, a nawet liczbę znajomych na FB. Wszystko to są rzeczy wartościowe. Płacimy za nie ciężką pracą, energią i wyrzeczeniami.

Koniec roku jest świetną okazją do zastanowienia się, czy akceptujemy cenę. Czy nie za wiele wysiłku wkładamy w rzeczy, które tak naprawdę nie są dla nas ważne. Często ulegając społecznej presji zapominamy, jakie mamy oczekiwania wobec życia. Koniec roku, urodziny, data nie ma większego znaczenia warto przeznaczyć na uczciwe sporządzenie listy wyznawanych wartości, określenie priorytetów i rozrachunek z własnym życiem. Kiedyś na samym szczycie wpisałem „rodzina”, ale zaraz potem podliczyłem godziny, które spędzam w pracy i okazało się, że prawie jej nie widuję. Dziś znam imiona kolegów z przedszkola moich siostrzeńców. Jeśli masz już taką kartkę, to nie zaszkodzi przeczytać ponownie.

Ocena produktywności

Dysponując spisem celów długoterminowych najłatwiej chyba podsumować produktywność. Wystarczy zadać sobie pytania „Co osiągnąłem?”, wyciągnąć listę celów i policzyć osiągnięte. W przypadku nieosiągniętych określić etap, na którym znajduje się ich realizacja i ewentualnie wydłużyć. O wiele bardziej pouczające i mniej przyjemne są wybory „Wtopy roku” Tylko tym, którzy nic nie robili nie zdarzają się niedociągnięcia.

Za „wtopy” można uznać niezrealizowane cele, ale także sytuacje, w których spektakularnie coś zawaliliśmy. W przypadku jednych i drugich warto zadać kluczowe pytanie „Dlaczego?” Rozbicie nieudanych przedsięwzięć na czynniki pierwsze może być bardzo kształcące, czasami uwalnia od poczucia winy. Zdarzają się sytuacje, gdy zrobiliśmy wszystko, jak najlepiej się dało, ale nie spełniliśmy swoich zamierzeń.

Podsumowanie spraw nieuchwytnych

O wiele trudniej przeanalizować niewymierne aspekty swojego życia. Od jakiegoś czasu zadaję sobie dwa pytania.

Czy utrzymuję relację z ważnymi dla siebie ludźmi?

Czas jest najcenniejszym dobrem we wszechświecie i walutą pozwalająca oszacować ważność danej rzeczy. Już nie kupuję wymówki: rodzina jest dla mnie najważniejsza, więc haruję 16 godzin na dobę, by zarobić na przedmioty, których tak naprawdę nikt nie chce i nie potrzebuje. Rodzina i przyjaciele są dla mnie ważni, więc musi być miejsce w moim grafiku. Jeśli ktoś uzna mnie z tego powodu za lenia, trudno, ma do tego prawo.

Czy zrobiłem coś dobrego dla innych?

Dla mnie ważne jest, by mając osiemdziesiąt lat móc powiedzieć, że czyniłem dobro. Nie chodzi tylko o poprawne wywiązywanie się z ról społecznych i sumienne wykonywanie swej pracy, ale wyjście poza minimum. Staram się udzielać charytatywnie, ale też nie mijać obojętnie ludzi wokół mnie. Rozważne pomaganie innym wymaga dużej asertywności. Niełatwo jest być przyzwoitym człowiekiem, który nie daje się wykorzystywać, ale próbuję:)

Końcoworoczne podsumowanie i kilka pytań egzystencjalnych
Podziel się: