łańcuch produktywności

Łańcuch produktywności jest banalnie prostą metodą zmotywowania się do systematyczności. Jego piękno polega na uniwersalności. Pomaga wprowadzać nawyki, osiągać cele, a także błogo leniuchować i zachować szczęśliwe życie rodzinne. Żyjemy w czasach, w których człowiek musi motywować się do odpoczynku i szukać metod, które mu to ułatwią. Łańcuch produktywności powstał, by zachęcić do pracy, ale równie dobrze może wspomóc walkę z pracoholizmem.

Czym jest łańcuch produktywności

Metodę w ubiegłym stuleciu przedstawił Jerry Seinfield i od tego czasu zyskała stale rosnące grono entuzjastów. Jako prosta do wdrożenia i skuteczna spełnia także moje dwa podstawowe kryteria. Pierwszą rzeczą jest ustalenie celu, a następnie określenie czasu, który jesteśmy gotowi codziennie poświęcić na jego realizację.

Załóżmy, że chcę nauczyć się rysować. Żadna aplikacja nie zrobi tego za mnie, muszę znaleźć materiały szkoleniowe, wykonywać ćwiczenia, przenosić na papier, co mi w duszy gra. Jednocześnie mam wymagającą pracę, kilka innych zainteresowań,rodzinę i przyjaciół. W tej sytuacji w żadnym dniu nie mogę przeznaczyć dwóch godzin na swoje radosne bazgroły. Na szczęście mogę wykroić 20 minut każdego dnia, czyli prawie 2,5 godziny tygodniowo. To już nie tak mało.

Łańcuch produktywności ma mi pomóc, żebym codziennie w świątek, piątek i niedzielę brał do ręki ołówek. Seinfield zachęca, by wziąć do ręki kalendarz i oznaczyć każdy dzień, w którym pracowaliśmy nad naszym celem. Zaznaczone iksy z czasem połączą się w łańcuch. A główne przykazanie autora metody brzmi „Don’t break the chain”.

Dlaczego łańcuch produktywności działa

Nie od razu Kraków zbudowano, każda droga składa się z małych kroków, motywacyjne cytaty można by mnożyć. Widzieliśmy je setki razy, wielokrotnie przepisywaliśmy do notesów i wieszaliśmy na tablicach inspiracji. Systematyczność jest najpewniejszą strategią osiągania celów. Celowa praktyka może przyspieszyć rezultaty, ale nic nie da, jeśli nie będzie ciągła. Rób coś regularnie, dzień po dniu, a zobaczysz efekty. Jeśli będziesz biegał bez znajomości prawidłowej techniki też poprawisz kondycje.

Jeśli do regularności dodasz znajomość zasad treningu, szybciej poprawisz swoje wyniki. Jeśli przestudiujesz najważniejsze zagadnienia dotyczące biegania, a nie zbudujesz nawyku uprawiania tego sportu, maraton pozostanie marzeniem. Każdy zachwala nawyk systematyczności, ale jest on najtrudniejszym do wykształcenia.Widok ładnie zakreślonych krzyżyków usuwa pokusę odłożenia czegoś do jutra. Widzisz ile zrobiłeś i po prostu nie chcesz przerywać łańcucha. Na widok namacalnej podkładki jak dobrze Ci idzie automatycznie odsuwasz tradycyjne wykręty.

Ograniczenia metody

Łańcuch produktywności jak sama nazwa wskazuje ma liczbę pojedynczą. Metodą tą można pracować nad jednym celem lub nawykiem. Nie chcesz słodzić. Odhaczaj dni, w których nie wsypałeś cukru do kawy. Chcesz medytować, zakreślaj znaczki przy dniach, w których ćwiczyłeś tę umiejętność. Tylko pamiętaj: mata albo cukrowy odwyk. Na widok kilku łańcuchów produktywności po prostu przestaje się chcieć robić cokolwiek.

Kolejnym ograniczeniem jest brak precyzji. Dla mnie urok tej metody tkwi w prostocie, braku potrzeby oceniania swych osiągnięć w skali od 1 do 10 i przeprowadzania dodatkowych pomiarów. Dla niektórych ten minimalizm może być sporym ograniczeniem, więc rysowanie łańcucha produktywności będzie wymagało dodatkowych działań. Często wystarczy uzupełnić kalendarz o tabelki. Wykorzystuję tę technikę do monitorowania codziennych zadań i skomplikowane pomiary zazwyczaj nie są mi potrzebne, więc nie wprowadzałem modyfikacji do metody.

Czas odzyskany

Metoda powstała, by zwalczać prokrastynację i zachęcać do systematyczności, ale można wykorzystać ją do biegunowo odmiennych celów. W obecnych czasach wielu ludzi ma problem z zaniedbywaniem rzeczy ważnych na rzecz spraw pilnych. Deklarując przywiązanie do rodziny poświęcamy jej zawstydzająco mało czasu. Łańcuch produktywności może pomóc przywrócić właściwe proporcje.

Jeden z moich współpracowników z zakłopotaniem wyznał, że odhacza dni, w których czyta swemu dziecku książeczkę. Zanim podniosą się głosy oburzenia, wprowadził ten nawyk, gdy z przerażeniem zrozumiał, że prawie przestał widywać swą pociechę, bo w pocie czoła zarabia dla niej na chleb powszedni i zawsze ma milion zadań do wykonania na wczoraj. Wiedział, że w tym wypadku jego obowiązkowość jest słabością, więc wykorzystał ją nie na rzecz pracy, ale przeciwko niej. Dla odmiany moja znajoma odhacza dni, w których zjadła spokojnie śniadanie, a ja dni, w których kładę się spać przed 24.00.

Bonus dodatkowy

Wszyscy, którzy „nie przerywali łańcucha” zaobserwowali dodatkowy wzrost efektywności. Wyznaczenie na przykład kwadransa na konkretną rzecz owocuje bardziej wydajnym wykorzystaniem czasu. Skoro muszę wydzielić 20 minut na naukę języka obcego, to instynktownie zaczynam eliminować rozpraszacze. Nagle po prostu brakuje czasu na kompulsywne przeglądanie poczty.

Złapałem się na tym, że z lenistwa nie wyłączyłem sygnału powiadomienia o przychodzących mailach, kompletnie przestał mi przeszkadzać. Zajmuję się swoimi sprawami, a pocztę otwieram o określonej porze. W ciągu roku tylko raz żałowałem, że nie zajrzałem do skrzynki od razu. Wspomniany kolega stwierdził, że wyrabia się z wszystkim szybciej, ma czas dla dziecka nie tylko wieczorem. Mimochodem można oduczyć się kilku zabierających czas nawyków.

Wersja elektroniczna

Lubię tradycyjny kalendarz z iksami, ale istnieją alternatywy elektroniczne np. www.dontbreakthechain.com
• www.chaincalendar.com

Równie dobrze się sprawdza Google Calendar i każda inna aplikacja, która umożliwi oznaczenie danego dnia jakimś symbolem lub kolorem. Forma jest nieistotna. Nie przerywaj łańcucha.

Łańcuch produktywności
Podziel się: