komunikacji miejskiej

Dojeżdżanie do pracy komunikacją miejską nie brzmi zachęcająco. Każdemu kojarzy się z marnowaniem czasu i bezsensownym wyczekiwaniem na przystanku. Co rano o określonej godzinie do rangi najważniejszej kwestii na świcie urasta pytanie: „Przyjedzie 12, czy nie przyjedzie?”. Wydawało mi się, że kiedy przesiądę się do samochodu, zyskam więcej czasu. To prawda nie stoję już na przystankach, jestem w domu wcześniej, ale nagle okazało się, że muszę główkować jak znaleźć czas na kilka innych rzeczy. Używanie z transportu publicznego może być korzystne nie tylko dla środowiska naturalnego i portfela.

Korzyści z podróżowania komunikacją miejską

Transport publiczny jest tańszym i bardziej ekologicznym rozwiązaniem niż własny samochód. Ma mnóstwo wad, ale kryje też kilka nieoczywistych na pierwszy rzut oka korzyści. To co uważamy za zmarnowany czas możemy sensownie wykorzystać. O ile nie podróżujemy „na śledzia” i dysponujemy chociaż niewielką przestrzenią, możemy wykorzystać podróż na naukę, pogłębianie kwalifikacji lub relaks.

Czas w podróży

Podróże komunikacją miejską wykorzystywałem do czytania książek, nauki słówek, przeglądania wiadomości, odpowiadania na maile. Naturalnie nie robiłem tego wszystkiego jednocześnie, ale z nudów zwykle zajmowałem się którąś z tych rzeczy. Nawet nie ujmowałem ich w planie dnia. Okazało się, że z czasem nagromadziła się całkiem spora kolekcja wykorzystanych fiszek, przeczytanych książek i artykułów. Często po powrocie do domu nie musiałem już otwierać skrzynki mailowej. Nagle muszę na to wszystko znaleźć czas.

Wydawało mi się, że na wycieczki komunikacją miejską tracę 1,5 dziennie. Teraz widzę, że miałem 1,5 godziny czasu prawie wolnego. Słyszałem o sytuacji, gdy ktoś napisał pracę magisterską w pociągu. Musiały to być długie przejazdy. Jednak wiele osób uzbrojonych w smartfony, notebooki i kindle dzielnie tworzy prezentacje, uczy się na kolokwia i czyta literaturę fachową.

Chwila odprężenia

Jakkolwiek dziwnie to brzmi przejazdy komunikacją miejską mogą ograniczyć codzienny stres. Wszystkie decyzje należą do kogoś innego. Człowiek musi po prostu zaufać, zająć miejsce i wierzyć, że bezpiecznie dojedzie do celu. Można po prostu usiąść, odpłynąć myślami, zanurzyć się w lekturze, obserwować ludzi lub krajobraz. Wystarczy być. Kierowca musi działać.

Za kierownicą samochodu nie ma mowy o odpoczynku, nawet jeśli nie ma korków, a inni użytkownicy dróg zachowują się w miarę rozsądnie, trzeba myśleć, analizować, podejmować setki decyzji. Po ciężkim dniu w pracy lub w poniedziałkowy poranek brakuje mi świadomości, że nic nie muszę. Mogę poczytać, mogę przejrzeć słówka, mogę oprzeć głowę o szybę i odpłynąć.

Obserwacje socjologiczne

W komunikacji miejskiej można natknąć się na wiele ciekawych zachowań. Na plus i na minus. Kiedyś nieznajoma nastolatka poprosiła kierowcę, by chwilę zaczekał, bo jakaś starsza pani biegnie w stronę przystanku. Pewnego dnia w wypchanym do granic możliwości pojeździe obserwowałem dwóch kulturalnych chłopaków ze swadą dyskutujących o książkach, w pobliżu stało kilka pań w wieku pobalzakowskim, oczywiście tkwiły tak do końca trasy. Traf chciał, że po załatwieniu swoich spraw, wracałem tym samym nieco już mniej zatłoczonym tramwajem, chłopak w dresie, z przyrośniętymi do uszu słuchawkami na widok stojącej kobiety, wstał, pokazał miejsce i oznajmił wytwornie:”Pani se klapnie”.

Ciekawy przykład do dyskusji o istocie dobrych manier. Poranne i popołudniowe Polaków rozmowy również dawały sporo materiału do przemyśleń.

Krótka drzemka

Ja niestety nie umiem spać w pozycji siedzącej, tym bardziej stojącej, nieraz jednak widywałem ludzi zyskujących w ten sposób dodatkową chwilę snu. Pojawili się też adepci medytacji testujący działanie odpowiednich aplikacji. Chwila drzemki bądź relaksu bywa bezcenna.

Dodatkowa odporność

W komunikacji miejskiej kłębią się zarazki, na przystankach człowiek marznie, a w tramwajach się poci. Idealne warunki by zachorować. Jednak Ci z moich znajomych, którzy korzystają z transportu publicznego niedomagają zdecydowanie rzadziej od zmotoryzowanych. Pewien lekarz tłumaczył mi kiedyś, że by system immunologiczny pracował prawidłowo, organizm musi stale zmagać się z wyzwaniami. Być może coś w tym jest. Nie prowadziłem szerzej zakrojonych badań, nie wiem, co na to amerykańscy naukowcy, ale codzienny bieg do autobusu hartuje organizm.

Niezauważalna dawka ruchu

Jako społeczeństwo ruszamy się za mało. Jeżdżąc komunikacją miejską trzeba przespacerować się na przystanek, wrócić z stamtąd do domu, być może po drodze wykonać jeszcze kilka innych dodatkowych ruchów. Taniec dookoła zamarzniętych szyb samochodu też daje okazję do gimnastyki, jednak z nieporównanie mniejszą regularnością.

Lepsza organizacja rano

Jeśli jest tylko jeden środek lokomocji, który zawiezie Cię bezpośrednio do pracy, zrobisz wszystko, by się nie spóźnić. Nie zauważysz nawet jak dobrze byłeś zorganizowany do momentu, w którym będziesz mógł pozwolić sobie na rezygnację z porannej rutyny. To co robiłeś w 20 minut, zaczyna wymagać minimum 30.

Rozmowy z przypadkowymi ludźmi

To zarówno zaleta jak i przekleństwo komunikacji miejskiej. Człowiek czasami nie ma ochoty na pogawędki, zwłaszcza z nieznajomymi, mimo to od czasu do czasu ktoś żąda konwersacji i nie daje się zniechęcić. Nie wiem na czym to polega, ale starsze panie i panowie w podeszłym wieku zawsze z upodobaniem klarowali mi różnice pomiędzy ich pokoleniem, a obecnym. Zazwyczaj ich obserwacje nie ograniczały się do zwykłego zrzędzenia, a sarkastyczne uwagi „panie dzieju” były trafione w punkt.

Magia komunikacji miejskiej
Podziel się: