chcę

Jak często używasz w myślach słowa „chcę”? Ktoś mądry kiedyś ostrzegł: „Uważaj na swoje myśli, bo stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, on staje się twoim losem”.

W większości codziennych sytuacji myślimy słowami. Nawet jeśli w naszej głowie przesuwają się kolorowe, ruchome obrazy dla ich opisania potrzebujemy języka. Wypowiadane w myślach czasowniki decydują o tym z jakim nastawieniem bierzemy się do pracy. Używając niektórych z nich rzucamy sobie kłody pod nogi i przedwcześnie wyczerpujemy rezerwy silnej woli.

Magia czasowników

Myśląc o przydzielonych sobie zadaniach z reguły używamy kilku czasowników w formie osobowej i operatorów modalnych. Najczęściej są to słowa „muszę”, chcę”, „powinienem”, „Należy”, „warto”, „trzeba”. Na chwilę oderwij się od tekstu i pomyśl o jakimkolwiek celu. A potem jak na lekcji języka obcego z wykorzystaniem każdego z tych czasowników zbuduj zdania na jego temat. Przyjrzyj się swoim uczuciom i motywacji. Wnioski mogą być pouczające. Zobacz jak zmienia się znaczenie i kontekst sytuacyjny

a)Chcę kupić Agnieszce kwiaty.
b)Muszę kupić Agnieszce kwiaty.
c) Należy kupić Agnieszce kwiaty.
d)Warto kupić Agnieszce kwiaty.
e)Powinienem kupić Agnieszce kwiaty.

Za każdym razem cel jest taki sam. Wyobraźmy sobie pięć różnych osób wypowiadających to samo zdanie. Która z nich: A, B, C, D, czy E z radością pobiegnie do kwiaciarni?

Zapomnijmy o Agnieszce i jej bukiecie i wyobraźmy sobie własną, niezbyt czystą łazienkę:
a) Chcę posprzątać.
b) Muszę posprzątać,
c)Należy posprzątać,
d)Warto posprzątać.
e) Powinienem posprzątać.

Każdy z tych czasowników inaczej oddziałuje na motywację. Słowo „muszę” wywołuje największy sprzeciw. Nie lubimy „musieć”, przymus kojarzy się z nieprzyjemnymi, bolesnymi, nudnymi rzeczami, naginaniem się do cudzej woli i działaniem wbrew sobie. Operatory „należy”, „warto” powinienem powodują już mniejszą niechęć, jednak impuls do działania wyzwala jedynie czasownik „chcieć”.

Motywująca moc słowa „chcę”

Jak lubiła powtarzać moja nauczycielka języka polskiego; „Chciałbym nic nie znaczy, dopiero chcę ma moc sprawczą”. Słowo to odwołuje się do naszych pragnień, chęci, marzeń i wywołuje całą gamę pozytywnych odczuć. Chcemy zjeść kolejny kawałek czekolady, po raz setny odsłuchać ulubionej piosenki, powygłupiać się z kumplem i umówić się z atrakcyjną nieznajomą. Chcemy zrobić coś miłego dla najważniejszych osób w naszym życiu, szczycić się swoimi osiągnięciami, pławić się w blasku sukcesu.

Większość technik motywacyjnych polega na wyobrażaniu sobie tej upojnej chwili, gdy praca została już wykonana. Oczyma wyobraźni widzimy siebie jak przekraczamy linię mety po przebiegnięciu maratonu, natomiast skrzętnie pomijamy ten fragment z zakwasami. Nic w tym złego, ale część pozytywnej energii „chciejstwa” można przenieść na przyziemne czynności dnia codziennego. Wielokrotnie przekonałem się, że lepiej mi się piszę, gdy słowo „muszę” zastępuję „chcę”. Kiedy uznam, że muszę iść na trening momentalnie mi się odechciewa, kiedy przed samym sobą twierdzę, że chcę pobiegać bezwiednie zaczynam tak organizować czas, by spędzić na ćwiczeniach chociaż dwie minuty dłużej.

Samooszukiwanie się nie działa

Motywacja zyskana dzięki „chcę” nie jest cudowną receptą na sukces. Technika zamiany „muszę” na „chcę” ma swoje ograniczenia. Przede wszystkim nie działa wobec rzeczy, których ewidentnie nie lubię. Wielokrotnie przyznawałem się do niechęci do porządkowania przestrzeni. Za każdym razem, gdy wmawiałem sobie, że „Chcę posprzątać” czułem się jak kiepski aktor zapominający roli w marnej sztuce. Wymyśliłem sposób, żeby to obejść.

Po pierwsze nie używać słowa „sprzątanie”. Nie wiem dlaczego tak mnie ono boli, ale „ogarnianie mieszkania”, „układanie”, „odkurzanie” nie budzą już takiej niechęci. Po drugie przesunięcie akcentów. Nigdy nie uwierzyłbym sobie, że chcę posprzątać łazienkę, ale pragnienie posiadania czystej łazienki to już zupełnie co innego. Ja przecież naprawdę chcę, żeby tam lśniło jak na reklamie dowolnego środka czyszczącego. Wniosek nasuwa się sam. Mówię sobie „Chcę mieć błyszczącą łazienkę” i idę po ścierki do czyszczenia. Nie jestem przecież dzieckiem, wiem,że samo się nie zrobi.

Technika jest dziecinnie prosta, ale dość skuteczna. Nie działa za każdym razem. Myśl musi niejako naturalnie pojawić się w głowie. Na początku czułem się jak idiota sam sobie robiący pranie mózgu, ale po jakimś czasie przeformułowywanie podsuwanych przez umysł komunikatów przychodzi naturalnie. Jednak trzeba nastawić się na pewien okres przystosowawczy, w którym będzie doskwierało poczucie śmieszności i absurdalności całej sytuacji. Na szczęście nic nie trzeba mówić na głos.

Dlaczego warto przeformułować myśli?

Nasze przekonania mają wpływa na postawy życiowe i działania. Zanim zaczniemy wielką pracę nad sobą poćwiczmy na drobiazgach. Drobna zmiana myślenia nie boli, a może przydać się w formowaniu nawyków, odzwyczajeniu się od poprzednich przyzwyczajeń i zmaganiach z szarzyzną codzienności. Więcej miłych rzeczy spotyka człowieka, który „chce”.

Praca wykonywana z przyjemnością zwykle cechuje się dobrą jakością. Szybciej się też uczymy, jeżeli kieruje nami pragnienie wiedzy, a nie tylko chęć zaliczenia. I wiecie co? Zawsze wiedziałem, że należy kupować kobietom kwiaty, ale od kiedy przestałem uważać je za okazjonalną daninę na walentynki lub Dzień Kobiet moja dziewczyna częściej się uśmiecha. A ja naprawdę mam ochotę je dawać.

Motywująca moc słowa chcę
Podziel się: