multitasking

Muszę się do czegoś przyznać, prasując dzisiaj koszulę odsłuchałem podkastu, stojąc w kolejce do kasy w „Biedronce” przeczytałem wiadomości na telefonie, a myjąc zęby powtarzałem sobie w myślach angielskie słówka. Czas powiedzieć to otwarcie, uprawiałem multitasking. Wstrętną, ohydną wielozadaniowość, na którą sam rzucałem gromy w internecie. W dodatku nie czuję skruchy i nie zamierzam nikogo przepraszać. Nie znaczy to, że stanę się piewcą wielozadaniowości, po prostu wszystkie teorie trzeba przesiać przez sito rozumu. A mój, na pytanie, czy warto robić wiele rzeczy jednocześnie odpowiada:”Zależy jakich”.

Krótka historia multitaskingu

Prawdopodobnie zaczął się w epoce kamienia łupanego, kiedy jeden jaskiniowiec robiąc pięściak jednocześnie uczył drugiego jak najskuteczniej zaczaić się na mamuta. Robienie kilku rzeczy jednocześnie to tradycyjna kobieca domena, ale symbolem multitaskingu jest Napoleon Bonaparte, podobno potrafił dyktować kilka listów jednocześnie i nigdy nie tracił wątku.

W ubiegłym stuleciu wielozadaniowość wydawała się darem z nieba. Naucz się równocześnie wykonywać kilka rzeczy, a automatycznie zyskasz więcej czasu, zatem będziesz mógł jeszcze więcej pracować i konsumować. Z czasem zaczęły odzywać się głosy rozsądku. Zwracano uwagę, że nasze mózgi nie są przyzwyczajone do „przełączania się” z zadania na zadanie.

Wielozadaniowość daje nie tyle możliwość zrobienia, co zepsucia kilku rzeczy jednocześnie. W istocie nie ma czegoś takiego. Mózg nie pracuje nad kilkoma kwestiami równocześnie tylko „przeskakuje” z jednej na drugą. Każdy „skok” osłabia koncentrację i efektywność działania.

Multitasking blokuje też pamięć operacyjną. W jednym z badań sprawdzano, czy ludzie idący przez plac i rozmawiający przez telefon komórkowy dostrzegą coś niezwykłego. Każdy z nich przegapił jadącego na bicyklu klauna. Ludzie wykonując kilka czynności naraz czują się bardziej zajęci i skuteczni. Jednak pomiary efektywności wskazują, że lepsze rezultaty osiągnęliby, gdyby wykonywali je po kolei.

Jeśli chcemy coś zrobić skutecznie, musimy wykorzystać sporą część wiedzy i sięgnąć po schematy dotyczące tej czynności, przełączając się uruchamiamy inne, nasza pamięć operacyjna po prostu wypełnia się i blokuje. Jednak trzeba przyznać, że jeśli próbujemy pogodzić czynności z odmiennych grup, z których jedna nie wymaga koncentracji szkody nie będą zbyt wielkie. Nie ryzykowałbym pisania dwóch wpisów jednocześnie, ale potrafię chodzić żując gumę. Jednak obecny trend w rozwoju osobistym nakazuje potępiać multitasking i niejako rytualnie od niego się odżegnywać. W pełni to popieram, ale w pogoni za monotaskingiem, łatwo stracić zdrowy rozsądek.

Moje wycieczki w rejony multitaskingu

Nie próbuję być męskim wcieleniem Andrei Sachs z „Diabeł ubiera się u Prady”, wolę wykonywać każdą rzecz po kolei. Z pewnym wyjątkiem, nie cierpię prac domowych, staram się je jakoś sobie uprzyjemnić, prasując słucham podkastów lub oglądam filmy, nie umiem sprzątać bez muzyki, bywa, że siekając marchewkę powtarzam angielskie słówka.

Jednak na żadnej z tych rzeczy specjalnie mi nie zależy, więc bez bólu godzę się na niższy poziom koncentracji. Bywa wprawdzie, że muszę zatrzymywać podkast i obejrzeć go na spokojnie, jeśli autor powiedział coś bardzo dla mnie interesującego, ale dzięki temu mam posprzątane mieszkanie. Gdyby nie perspektywa serialu nigdy nie wyciągnąłbym żelazka.

Natomiast nie próbuję jednocześnie wykonywać czynności, na których wyniku mi zależy. Podczas pracy pracuję, po kolei, jedno za drugim według priorytetów. Niektórych rzeczy, na przykład czytania podczas jazdy metrem do tej pory wcale nie uważałem za multitasking. Dopiero jeden z komentarzy na blogu zwrócił mi uwagę, ze tak może to być postrzegane. Spokojnie, robię to samo. Nie obejrzałbym połowy prezentacji, podkastów, seriali,gdybym nie wykorzystywał takich momentów. Wielozadaniowość nie jest rozwiązaniem na wszelkie bolączki ludzkości, niejednokrotnie wpędza nas w kłopoty, ale jeśli cena jest niska, płacę.

Zbyt wysoka cena multitaskingu

Jednak multiatsking kosztuje zbyt wiele. Nie nadużywałbym mocy dowodu anegdotycznego (powołanie się na jednostkowy przykład), ale sam tego do doświadczyłem. W pewnym momencie odkryłem, że po prostu przeskakiwałem pomiędzy wartościowymi materiałami w internecie, musiałem mieć otwartych kilka stron, przechodziłem od jednej do drugiej. Czułem, że się rozwijam, zdobywam nową wiedzę, dopóki nie zadałem sobie pytania, czego się dowiedziałem.

Bywało, że oprócz wiadomości, notowań giełdy, smutnych kotów, miałem włączonego ebooka i tak klik w jedno, klik w drugie. Po jakimś czasie odkryłem, że trudno mi się skupić. Zacząłem na nowo uczyć koncentracji. Zmuszałem się do nieprzerwanego czytania książki przez kwadrans. Ku mojemu przerażeniu okazało się, że to bardzo długo. Podobny los spotkał moją koleżankę. Dosłownie połykała książki, jej skłonność do koncentracji była legendarna, jednak gdy zaczęła czytać ebooki na ekranie laptopa, zaczęła też odwiedzać inne strony, tylko na minutkę. Tak samo jak ja odkryła u siebie spadek zdolności koncentracji. Tak samo wdrożyła problem naprawczy z pomyślnymi rezultatami.

Co zrobiłem

Czytałem książki.
Skupiałem się na świadomym wykonywaniu jednej czynności dziennie.
Starannie, za to krótko wykonywałem najmniej przez siebie lubiane ćwiczenie gimnastyczne.

Nie są to może zbyt widowiskowe rady. Nie mam do zaoferowania super technik, ale sukces tkwi w prostocie. Na własnej skórze przekonałem się, że wielozadaniowość nie jest ani wybawieniem, ani demonem z czeluści piekielnych. Słono kosztuje. Zanim zacznę żonglować czynnościami myślę o rachunku. Zwykle wychodzi zbyt drogo, ale czasami płacę.

Multitasking
Podziel się:
  • Masz rację, wykonując wiele czynności jednocześnie łatwo się pogubić. Bardzo spodobało mi się to, co napisałeś: „sukces tkwi w prostocie”. Z własnego doświadczenia wiem, że czasu starczy na wszystko, należy tylko odpowiednio rozplanować zadania, a przez „odpowiednio” mam też na myśli, żeby nie czuć się przytłoczonym tyloma zadaniami, co często przychodzi przy okazji wielozadaniowości. Pouczający wpis. 🙂

    • Prosty plan, który nas nie przytłoczy swoją wielkością daje fajne rezultaty. Skupiamy się tylko na następnym kroku i do dzieła! 🙂

  • Dokładnie, z wielozadanowości należy rezygnować. Choć zdarza mi się słuchać muzyki i pracować, ale to chyba wyjątek 🙂

  • Hehe podobnie działało to u mnie! Na laptopie trudno mi było czytać dłuższe teksty, aż gdzieś wyczytałem sugestię, by odłączać w takich momentach internet. Niby możemy go w dowolnej chwili włączyć, jednak przyłapywanie się na stronie „Nie masz połączenia z internetem” stopniowo pomogło mi zwalczyć głupi nawyk multitaskingu.

  • Małgosia

    Polecam przeczytać „Jedną rzecz” (Gary Keller), świetnie pokazuje i uczy jak skupić się na jednej rzeczy. „Esencjalista” też jest dobrą lekturą.