strefa paniki

W jednym ze swoich wpisów poruszałem temat strefy komfortu oraz przylegających do niej strefy nauki i strefy paniki. Do tej pory uważałem, że za wszelką cenę należy unikać tej ostatniej, zdania nie zmieniłem, ale spotkanie z koleżanką trochę zachwiało moimi poglądami.

Moja znajoma, nazwijmy ją Monika, wspomniała, że tydzień w strefie paniki okazał się doświadczeniem bardziej stymulującym niż dziesiątki szkoleń i prezentacji na temat rozwoju. W rezultacie zastąpił terapię profesjonalnego trenera rozwoju osobistego.

Tydzień w strefie paniki

Koleżanka jest zaprzysięgłą humanistką z tak zwanym lekkim piórem. Jakiś czas temu postanowiła wyjść poza strefę komfortu i przyjąć kilka zleceń copywriterskich. Cały czas poruszała się wśród dobrze znanych sobie tematów. Jakieś dwa tygodnie temu znajomy znajomego poprosił ją o pomoc w trudnym zleceniu. Nie chciała go przyjmować, ale stwierdziła, że czas opuścić bezpieczne wody, poza tym potencjalny klient znajdował się w trudnej sytuacji i zrobiło jej się go żal.

Przyjęła więc zlecenie, które jak się potem okazało, wymagało znajomości kodów html. Przekonwertowanie dokumentu, w którymś z edytorów internetowych nie wchodziło w grę. O programowaniu wiedziała, tylko tyle, że robią to inni. Sam czasownik wywoływał atak paniki. Chciała wycofać się ze zlecenia, ale przyjaciel przekonał ją by, tego nie robiła i obiecał pomoc.

W ciągu ostatniego tygodnia dziewczyna sypiała po 3-4 godziny dziennie, wracała z pracy, brała się za zlecenie, gdy mózg odmawiał pracy robiła sesję ostrego kardio i po prysznicu znowu siadała do pracy. W żyłach płynęły jej kawa i matcha( sproszkowana zielona herbata, naprawdę dobrze pobudza). Wykonała zlecanie, a klient nie miał żadnych zastrzeżeń, co do jakości.

Jednak nie byłaby sobą, gdyby nie wyciągnęła kilku wniosków. Gdy już się wyspała, wrzuciła kubki do zmywarki, uświadomiła sobie kilka rzeczy, które wcześniej nie doszły do ogarniętego paniką mózgu. Po pierwsze większość czasu spędziła kręcąc się w kółko i powtarzając te same błędy. Zlecenie mogła wykonać szybciej, nawet przy tym poziomie ignorancji. Gdyby nie była tak nim przerażona. W momencie, gdy zdecydowała, że robi to, co umie, a potem będzie „rzeźbić” praca zaczęła iść sprawniej.

Stres kompletnie zabił produktywność. Po drugie wiele zależy od sposobu myślenia. Już wcześniej czuła potrzebę nauczenia się czegoś o tworzeniu stron internetowych, ale stale to odwlekała, ponieważ uznała, że jest za głupia, by zrozumieć o co w tym chodzi. Z chwilą gdy skojarzyła kody z interpunkcją wszystko stało się jasne. Mentalna bariera padała i html stał się jedną z rzeczy, których można się nauczyć. Zaczęła zastanawiać się, co jeszcze sobie wmówiła.

Nie mogła zrozumieć najprostszych kodów, dopóki nie uznała, że rządzą się tymi samymi zasadami interpunkcji, co każdy pisany tekst. Nie wnikam, czy ma rację, czy się myli. Założenie okazało się skuteczne. Oczywiście mogłaby doznać olśnienia w normalnych warunkach, spokojnie rozgryzając zasady programowania. Otóż, gdyby nie okoliczności nawet nie spróbowałaby tego robić.

Potencjał strefy paniki

Problem ze strefą komfortu polega na tym, że gdy ją opuszczamy, udajemy się z reguły w przyjemnym dla siebie kierunku. Nikt nie chce znaleźć się w strefie paniki. Zwykle wiodą tam drogowskazy, w postaci naszych wcześniejszych niepowodzeń, więc wiemy czego unikać.

Wybieramy sobie etykietkę,: ścisłowca, humanisty, ekstrawertyka lub introwertyka i skrupulatnie staramy się na nią zasłużyć. Tymczasem bywamy bardziej złożonymi osobowościami niż usiłujemy to sobie wmówić. Kryzys bezlitośnie obnaża nasze priorytety. Nie, te napisane na kartce, lecz prawdziwe motywy, które nami kierują.

Jasne staje się dla kogo staramy się znaleźć czas w najczarniejszej godzinie, co usiłujemy zrobić kosztem większego zmęczenia i z czego zrezygnujemy. Widać jak na dłoni, które nawyki są ugruntowane, a nad którymi należy jeszcze pracować. Monika nawet nie pomyślała, by nie jeść śniadania, ale długo wprowadzany zwyczaj pracy przy czystym biurku prysnął jak sen.

Nikomu nie doradzam dłuższego pobytu w strefie paniki, ale krótka wycieczka może okazać się kształcąca. Trzeba przyznać, że Monika nie zapuściła się zbyt daleko, cały czas pozostawała relatywnie blisko strefy nauki. Miała wsparcie bliskich i pomoc swego przyjaciela. Zawsze mogła zwrócić się do niego po wskazówki, gdy ugrzęzła, poza tym dom zaczął sam się sprzątać, posiłki gotować, a ubrania wyprasowane wchodziły do szafy. Bliscy odciążyli ją jak tylko mogli.

Co robić gdy zapuścisz się w strefę paniki

Spróbuj zachować spokój i pomyśl. Kto dużo pracuje niekoniecznie dużo robi. W kryzysie mamy skłonność do podejmowania bezsensownych działań, byle tylko nie stać w miejscu. Może i nie stoimy, ale za to kręcimy się w kółko. Nie po to uczyniłeś się planować, by nagle stracić tę umiejętność. Zmuś się do bezczynności, usiądź i pomyśl.Po drugie korzystaj z wsparcia. Masz przyjaciół, rodzinę, biblioteki i internet. Po trzecie zdrowo się odżywiaj, ruszaj się i śpij. Ruch potrafi odświeżyć umysł lepiej niż kolejna kawa. Mojej koleżance pomaga intensywne kardio, w którejś minucie szybkiego biegu wróciła jej zdolność organizowania sobie pracy. Jednak nie jesteś w stanie bez końca obyć się bez snu. Ból głowy w niczym nie pomoże

Strefa paniki nie bez racji cieszy się złą sławą. Jednak pozwala zmierzyć się ze swoimi słabościami. Na dłuższą metę może okazać się niszcząca. Jednak kryje też w sobie potencjał. W czasie kryzysu może okazać się, że jedynymi ofiarami są nasze ograniczenia.

Strefa paniki
Podziel się: