slow life

Idea slow life zatacza coraz szersze kręgi. Mamy slow food, slow fashion, być może wkrótce pojawi się nawet slow work. Kto to wie? Kult szybkości, efektywności, osiągania natychmiastowych wyników, pracy 16 godzin na dobę, musiał doczekać się swego zaprzeczenia.

I tak z niebytu wyłoniły się rajskie niwy slow life, gdzie życie toczy się powoli, a w pięknym otoczeniu atrakcyjni ludzie pielęgnują relacje z rodziną, spożywają przygotowane bez pośpiechu posiłki, czytają książki, podróżują, rozwijają swe zainteresowania. Wszystko bez stresu, bez pośpiechu, bez presji. W tej bajce jest tyle prawdy, co w micie o zestresowanych sfrustrowanych pracoholikach żywiących się kawą i adrenaliną.

Nie mam zamiaru krytykować ideału slow life, wręcz przeciwnie koncepcja ta zawiera wiele wartościowych elementów, które chętnie włączyłbym do swojego życia. Tym bardziej, że bycie slow oznacza bycie produktywnym.

Produktywność w slow life

Czytając blogi i rozmawiając ze znajomymi w mniejszym lub większym stopniu identyfikującymi się z ideałami slow life, odkryłem, że koncepcja ta wymaga efektywności i kreatywności. Slow life nie polega na bezczynnym wylegiwaniu się na kanapie oraz ślamazarnym sączeniu koktajlu z jarmużu ani ćwiczeniu yogi na Bali.

Wiąże się z życiem we własnym tempie, znajdowaniu czasu na to, co dla nas ważne. W skrócie na byciu królem czasu. Bywa, że tempo życia slow pozostawia daleko w tyle tak zwaną produktywność. Wszyscy znani mi zwolennicy slow life pracują, troszczą się o swoje rodziny, zmagają z korkami, wypełniają PIT-y. Jednak z mniejszym lub większym powodzeniem próbują zaprowadzić w swym życiu harmonię, przyznają sobie prawo do przyjemności i wypoczynku, a także zdumiewająco trafnie określają życiowe priorytety.

Pod tym względem zwolennik slow life ma z górki, kiedy przyjął tę ideologię, przewartościował już swoje życie, wobec tego lista priorytetów ułożyła się sama. Kariera zawodowa, konwencjonalnie pojmowany sukces mogą, ale nie muszą się na niej znajdować. Czy ustalenie priorytetów nie jest podstawą efektywności?

Slow life a koncentracja

Slow life i multitasking z natury się nie lubią. Rozkoszowanie się życiem wyklucza osłabianie jego intensywności.

Skoro czytam książkę, daję się pochłonąć fabule i nie wertuję jednocześnie wiadomości ze świata polityki. A koncentracja sprzyja skupieniu i większej efektywności. Mniej błędów, mniej poprawek, więcej czasu na hobby lub spotkania z przyjaciółmi.

Większość ludzi, opowiadających się za slow life po prostu lubi swoją pracę, co naturalnie zwiększa ich skuteczność. Jednak nie znaczy to, że każde zajęcie wykonują z błogością w sercu i uśmiechem na ustach, bywają wściekli, sfrustrowani, zmęczeni jak cała reszta ludzkości. Jednak lepiej sobie z tym radzą.

Slow life zakłada dbałość o relaks, wypoczynek, relacje z bliskimi. Żyjąc w rytmie slow trudniej doprowadzić się do wyczerpania, a co z tym idzie łatwiej trzymać emocje na wodzy oraz znosić stres. Wiele aspektów tej idei wiąże się z ze zwalczaniem napięcia. Nie każdy od razu medytuje, praktykuje jogę czy dostraja się do energii kosmosu, ale większość zna i stosuje kilka technik osłabiających stres. Większy spokój ducha, oznacza lepszą koncentrację, mniej błędów i lepszy nastrój.

Ludzie praktykujący slow life z reguły mają też jakąś odskocznię od codzienności interesujące hobby, a szerokie horyzonty sprzyjają efektywności.
Zdrowe odżywianie, troska o wypoczynek pozytywnie wpływają na zdrowie, a trudno góry przenosić, gdy powieki same opadają, na myśl o kolejnym dokumencie.

Oczywiście dotyczy to tych, których zainteresowanie całą koncepcją, wykracza poza oglądanie zdjęć z odpowiednim hasztagiem. Nie trzeba znać teoretycznych założeń slow life, by żyć zgodnie z tą filozofią. Wiele jej aspektów moja babcia określa jako zdrowy rozsądek.

Slow life, a oszczędność czasu i pieniędzy

Slow fashion zakłada rozważne wydawanie pieniędzy na ubrania, które przetrwają dłużej niż jeden sezon. Naturalnie można wpaść w snobizm i uważać, że tylko kreacje od projektantów spełniają to kryterium. Jednak większość znanych mi ludzi zaczyna robić bardziej przemyślane zakupy,analizować skład, staranniej dbać o ubrania.

Okazuje się, że nawet w sieciówkach można znaleźć perełki. W dodatku rzadziej trzeba chodzić na zakupy. Oszczędza się więc czas i pieniądze.

Podobnie rzecz ma się z gotowaniem. Nic nie stoi na przeszkodzie używaniu egzotycznych ingrediencji i skomplikowanych receptur, ale posiłek przyrządzony w 20 minut z tanich, krajowych produktów ma pełne prawo do określenia slow, o ile jest zdrowy.

Podsumowanie

Wokół slow life i produktywności narosło wiele mitów. Efektywność nie sprowadza się do szalonego pędu od zadania do zadania, a slow life to coś więcej niż leżenie w hamaku. Obie dziedziny mają z sobą zdumiewająco wiele wspólnego. Zwolennicy slow life potrafią być niesamowice efektywni dzięki:
– ustalaniu priorytetów,
– dbałości o zdrowie i odpoczynek,
– koncentracji.

Tych umiejętności może nauczyć także w inny sposób, ale slow life ma w sobie pewną lekkość, swobodę, kształtuje umiejętność odpuszczania sobie, zachowywania równowagi pomiędzy życiem prywatnym, a zawodowym, a tego najbardziej brakuje orędownikom tradycyjnie pojmowanej produktywności. Dążąc do efektywności łatwo zapomnieć, że praca jest dla człowieka, a nie człowiek do pracy. Slow life przywraca właściwe proporcje. Jeśli masz czas dla siebie, rodziny, przyjaciół, to żyjesz slow nawet jeśli zaznaczasz w kalendarzu kolejny deadline.

Produktywne slow life
Podziel się:
  • Bardzo mi się podoba stwierdzenie „(…)życiem we własnym tempie”