rozwój osobisty

Rozwój osobisty to jedna z mantr XXI wieku. To słowo wytrych będący odpowiedzią na wszystkie pytania. Nie możesz dogadać się z ludźmi rozwijaj swe zdolności komunikacyjne. Wykorzystują Cię w pracy- rozwijaj asertywność. Nie potrafisz się odprężyć- idź na kurs medytacji. Rozwijaj to, kształć tamto. Naturalny pęd do samodoskonalenia i rozwiązywania problemów wykreował prężnie działający biznes.

Mamy coachów, mentorów, psychoterapeutów i przewodników duchowych. Nic w tym złego. Jeśli naprawdę odczuwamy pragnienie poprawy jakiegoś aspektu swojego życia zwrócenie się o pomoc do profesjonalisty jest całkiem rozsądną taktyką. Jednak rozwój osobisty może być także formą ucieczki od prawdziwych problemów i metodą podtrzymywania status quo.

Jak poznać, że przedawkowałeś rozwój osobisty.

1. Przestałeś zajmować się swoim życiem
Praktyki duchowe, afirmacje, ćwiczenia pochłaniają tyle czasu, że nie starcza Ci go już na normalne życie. W pamięci utknęła mi scena z filmu, którego tytułu nie pamiętam. Bohaterka dość głupawej komedii pasjonowała się duchowością. Zwijając się w kłębek, turlała się po podłodze i powtarzała coś w rodzaju: „Afirmuję kobiecość, by być dobrą matką”. W tym czasie jej dzieci rozpaczliwie próbowały przykuć jej uwagę.

Kadr utkwił mi w głowie, gdyż kilkakrotnie w realnym życiu widywałem mniej przejaskrawione kopie wymyślonej sceny. Praktyki duchowe mają Cię skłonić do wykonania roboty. Tak długo, jak twoja aktywność ograniczy się do rytuałów, nie osiągniesz zamierzonych celów. Być może medytacja pomogła komuś rozwinąć firmę. Jednak ten ktoś oprócz tego szukał klientów, udoskonalał ofertę, a nawet zamiatał chodnik przed biurem.

2. Chęć nawracania
Osoby nadmiernie zainteresowane rozwojem osobistym lub doskonaleniem się duchowym często popadają w snobizm i nadgorliwość. Rozwój staje się wymogiem, a autor ostatnio przeczytanej książki idolem, któremu należy się czołobitna cześć. Jeśli nie rozumiesz jak można nie medytować, nie biegać po rosie, nie oczyszczać aury, nie afirmować, nie spisywać listy rzeczy do zrobienia, to coś się psuje w państwie duńskim.

Jeśli któraś z metod sprawdza się w Twoim przypadku nie wahaj się jej propagować, ale nie traktuj jej jak świętości. Przy całym moim zainteresowaniu produktywnością, rozumiem, że ktoś może dobrze funkcjonować bez codziennych list rzeczy do zrobienia. Żyj i daj żyć innym. Osoby, które ujrzały światło zwykle chcą uszczęśliwić wszystkich i w misjonarskim uniesieniu zapominają, że ktoś może po prostu nie chcieć ich rad. Każdą krytykę odbierają jako personalny atak.

3. Ludzie są tak przyziemni
Czasem rozwój osobisty odbiera tolerancję dla zwykłych ludzkich słabostek. Jeśli faza uniesienia się przedłuża może stać się uciążliwa dla otoczenia. Wszystko musi być na najwyższym poziomie. Jak to wygląda w praktyce?

Mój kolega nazwijmy go Marek, ostatnio musi się do mnie zakradać, żeby obejrzeć mecz i wypić piwo, gdyż kobieta jego życia ogłosiła, że będą oglądać tylko ambitne filmy. Gdy zwyczajnie powiedział jej, ze idzie do mnie obejrzeć powtórki skoków narciarskich stwierdziła, że jest prostakiem. Nagle jego całkowicie akceptowalne przedtem przyzwyczajenia stały oznakami grubiaństwa. Marek pasjonuje się teatrem, ale lubi też oglądać wydarzenia sportowe, kibicuje Realowi, mniej więcej raz na rok nachodzi go ochota na kebab popity kolą. Nagle to wszystko stało się nie do zniesienia. W dodatku nie zgodził się pojechać na warsztaty gry na bębnach. Profan.

4. Znasz tylko ludzi ze swojej bajki”
Przyziemność ludzi zaczyna być nie do zniesienia. Adepci rozwoju osobistego coraz więcej czasu spędzają z osobami ze swojej kasty. Tymi, którzy nie zadają kłopotliwych pytań, nie kwestionują prawd objawionych, śmieją się z hermetycznych żartów i nigdy nie zmuszają do myślenia. Osoba zwyczajnie zainteresowana produktywnością na pytanie „Po co, u diabła, tracić czas na robienie list” w zależności od sytuacji wyjaśni, zmieni temat lub zapyta, co w zamian. Fanatyk przez długi czas nie będzie mógł dojść do siebie po tak niegodziwej prowokacji.

5. Wydaje Ci się, że wszyscy muszą się rozwijać
Otóż nie muszą. Wprawdzie życie w ten czy inny sposób każdego zmusza do samodoskonalenia się, ale decyzja o np. ukończeniu kursu szybkiego czytania należy do jednostki. Niektórzy czują się dobrze w swojej skórze i nie odczuwają potrzeby zmiany. Osoby nadmiernie pochłonięte rozwojem osobistym wszystkich próbują przekonać do brania udziału w kursach i szkoleniach. Obojętnie jakich, byle się szkolić, często bez sensu.

6. Rodzina zaczyna się martwić
Często rodzina i bliscy zauważając niekorzystne zmiany zaczynają zgłaszać delikatne sugestie, że może już wystarczy tej kosmicznej harmonii, asertywności i produktywności. Może by tak normalnie zjeść kolację, pogadać od serca, zrobić coś zwyczajnego. Tego rodzaju uwagi bywają interpretowane jako zazdrość, chęć kontrolowania i rzucanie kłód pod nogi.

7. Nie ma efektów
Rozwój osobisty nie powinien być celem samym w sobie. Jeśli ktoś uczestniczy w szkoleniach, wykupuje kolejne kursy i nic w swoim życiu nie zmienia, coś poszło nie tak. Być może szkolenia są niewłaściwie dobrane, ale najczęściej taka osoba wcale nie chce pracować nad sobą. Wystarcza jej iluzja zmiany, przekonanie, że coś robi, zatem jest lepsza od tych bezrozumnych prostaków żłopiących piwo przy meczu.

Siedem oznak, że przedawkowałeś rozwój osobisty
Podziel się: