the-coliseum-1233932_1920
Wracamy do słomianego zapału. W pierwszym artykule na ten temat opisałem problem ze zbyt dużymi przygotowaniami do właściwego działania. W tym wpisie poruszę kilka innych aspektów, które odpowiadają za szybkie zniechęcenie.

Od razu zbuduję Rzym

Mamy do zrealizowania duży projekt. Czynność ta może nam zająć kilka tygodni lub miesięcy. Nasze myśli krążą tylko wokół wizji końcowego efektu. Wizualizujemy sobie ostateczny wynik. Czujemy euforię i dumę. Zabieramy się do działania i pracujemy, pracujemy, pracujemy, pracujemy… Naszego celu jak nie było, tak nie ma. Mijają tygodnie i nic. Zaczynamy się wahać czy to ma sens. Jesteśmy przytłoczeni i pojawia się pierwsza frustracja. Coraz mniej wierzymy, że nam się powiedzie. Nasze poczucie własnej wartości zaczyna spadać.

Z zamierzchłych czasów w każdym człowieku pozostał tzw. gadzi umysł. W dużym skrócie, polega to na tym, że jesteśmy nastawieni do walki lub ucieczki. Jeśli nasz przeciwnik (w tym przypadku realizowany cel) wydaje się nam być do pokonania, walczymy aż do zwycięstwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy tracimy wiarę w wykonanie naszej misji. Umysł zaczyna rozważać ucieczkę. Chcemy poczuć się bezpiecznie i odpuścić.

Tak właśnie się dzieje, gdy przeholujemy z naszym celem. Na początku mieliśmy zapał i chęć do walki. Brak oczekiwanego efektu zaczyna jednak przechylać szalę w stronę odwrotu.

Pierwsza ulica Rzymu

Dlaczego stało się tak jak opisałem to powyżej? Nasz cel był zbyt odległy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie robić nic ambitnego. Rozwiązaniem tej sytuacji jest „pocięcie” końcowej wizji na małe etapy. Taki „podcel” występuje często pod nazwą milestone, czyli kamień milowy. Wykonanie go zamyka pewien ważny etap, ale jest tylko punktem pośrednim. Najważniejsze jest to, że myślimy i skupiamy się tylko na nim. Jak go osiągniemy, wyznaczamy kolejny.

Jestem pewny, że wiesz o co chodzi, ale posłużę się przykładem. Załóżmy, że piszemy książkę. Zaplanowaliśmy aż 20 rozdziałów. Jak się pewnie domyślasz, nie chcemy od razu napisać całości. Pierwszym, ważnym krokiem będzie pierwszy rozdział. Robimy wszystko, żeby tego dokonać.

Co nam daje takie podejście? Buduje w nas poczucie, że wiemy i potrafimy zrealizować nasz nadrzędny cel. Jesteśmy w stanie napisać rozdział. Teraz tylko wystarczy zrobić to jeszcze 19 razy. Dzięki tej metodzie możemy badać nasz postęp i oszacować kiedy skończymy.

Powyższy przykład przedstawia sytuację w której wszystkie etapy takie same. Zasada jest jednak podobna w każdym przypadku. Jak budujemy dom to naszymi etapami będą: projekt domu, kosztorys, wykopanie fundamentów, zrobienie fundamentów, zrobienie pierwszego piętra itd. Oczywiście każdą z tych czynności również można rozbić na mniejsze i prostsze elementy.

Każdy kamień milowy uświadamia nas, że idziemy w dobrym kierunku. Krok za krokiem. Widzimy progres. Jesteśmy pewni, że nie kręcimy się w miejscu. Widzimy efekty naszej pracy. Koniec każdego etapu to także dobra okazja do nagrodzenia się za ciężką pracę. Jest to również dobry moment na wyciąganie wniosków i ewentualną korektę naszego planu.

Słomiany zapał część 2
Podziel się:
  • Wypracowałam w swoim systemie pracy to, co można podpiąć właśnie pod motyw tego pierwszego rozdziału. Kiedy jestem zmęczona, albo zwyczajnie nie chce mi się zaczynać czytać jakiegoś działu na uczelnię- z marszu czytam kilka pierwszych zdań lub akapit. Potem idę po kawę, czy sprawdzę social media, ale tyle wystarczy, by ten mój cel nie był już taki daleki. Bo wtedy traktuję to jako kontynuację pracy, a nie rozpoczęcie męki 😉

    • Jest też taki trik, polegający na tym, żeby właśnie planować robienie różnych rzeczy przez 5 minut. Nasz umysł wtedy nie stawia oporu. Jak już zaczniemy to jest dużo łatwiej kontynuować.