fbpx

rozwój osobisty

Czy Ty też czytając książki i artykuły na temat rozwoju osobistego popadasz w coraz większe przygnębienie? Wpędzają Cię w poczucie winy? Czasami mam wrażenie, że nigdy nie nie staniesz się najlepszą z możliwych wersją samego siebie, bo taka wersja nie istnieje? Zastanawiasz się, dlaczego jesteś jakiś taki niewystarczający. Nie dość bystry, nie dość zmotywowany, nie dość dobry. Witaj w klubie. Frustracja, niezadowolenie ze swych osiągnięć to już niemal epidemia naszych czasów.

Unieszczęśliwiający dobrobyt

Według badań Jean M Twenge dzisiejsi pochłonięci rozwojem osobistym młodzi Amerykanie czują się bardziej nieszczęśliwi niż pokolenia ich rodziców i dziadków. W porównaniu z poprzednimi generacjami są bardziej pewni siebie, nawet aroganccy, lecz także o wiele mniej zadowoleni z siebie i z życia.

Piramida potrzeb Maslova zakłada dążenie do coraz bardziej wysublimowanych celów. Nakarmiony, najedzony, wyspany człowiek, chce bezpieczeństwa. Gdy nic mu nie zagraża, pożąda miłości i poczucia przynależności. Gdy je otrzyma, marzy mu się szacunek, a wreszcie samorealizacja. Jednak nie tylko to jest powodem wiecznego niedosytu. Współczesny człowiek został obarczony zadaniem przemodelowania swej osobowości na nieokreślony wzór człowieka sukcesu.

Rozwój osobisty a samorealizacja

Prekursor psychologii humanistycznej Kurt Goldstein określił samorealizację jako nadrzędny motyw sterujący ludzką aktywnością, skierowany na urzeczywistnienie potencjału jednostki i osiągnięcie przez nią pełni swych możliwości. Nauki humanistyczne zakładają, że istota ludzka z za pomocą swych predyspozycji, odkrywania, a następnie szlifowania swych talentów, budowania tożsamości i pielęgnowania indywidualności stara się wydobyć się to, co w niej najlepsze. Gdy psychologowie, filozofowie i przedstawiciele nauk humanistycznych mówią o rozwoju osobistym rzadko mają na myśli to samo co mówcy motywacyjni, nawet jeśli używają podobnych określeń.

Zdaniem Maslova warunkiem samorealizacji była samoakceptacja. Urzeczywistnianie potencjału jednostki zakładało szacunek dla jej ograniczeń, a strefa komfortu miała służyć oswajaniu trudnych emocji, doskonaleniu swych umiejętności aż do osiągnięcia mistrzostwa. Rozwój nie zakładał bólu ani walki ze swą naturą. To, że nikt nie może wszystkiego było oczywiste. Z kolei pożywką dla guru rozwoju osobistego jest brak samoakceptacji. Od adeptów rozwoju osobistego oczekuje się ciągłego oddalania się od swej strefy komfortu, przełamywania ograniczeń, wdrażania w życie programów naprawczych.

Szacunek dla indywidualności i tożsamości człowieka został zastąpiony wiarą w moc motywacji i wymóg sukcesu. Pochodną dogmatu o nieograniczonych możliwościach jednostki jest poczucie winy i uniformizacja. Zdaniem poradników rozwoju osobistego sukces jest głównym celem i miarą wartości jednostki. Modelowi ludzie sukcesów przejawiają wąski zestaw podobnych cech. Przeraża mnie myśl o społeczeństwie klonów. Jeszcze bardziej przeraża mnie myśl, że rozwój pojmowany jako bezustanne przekraczanie strefy komfortu do niczego nie prowadzi. Bez względu na to, ile granic przekroczę, zawsze będę w tym samym miejscu. Zawsze będę mógł być lepszy. Zawsze będę niewystarczający. Tak pojmowany rozwój osobisty to tylko ucieczka od samego siebie.

Walka z niedoskonałościami

Strefa komfortu to jednocześnie baza bezpieczeństwa. W niej tkwią nasze zasoby: wiedza, doświadczenie, unikatowe spojrzenie na świat, skuteczne strategie radzenia sobie z przeciwnościami, ale też ograniczenia. Rozwój osobisty słabość uważa za grzech śmiertelny. Niedoskonałości należy zwalczać i przezwyciężać. Tymczasem ograniczenia stanowią część naszej tożsamości. Nie mając zdolności malarskich, nigdy nie będę wybitnym artystą. To, że moje ręce pod względem anatomii nie różnią się od tych, które posiadał jak van Gogh, nie wystarczy do namalowania „Słoneczników”. Dla własnej przyjemności mogę wziąć kilka lekcji rysunku, ale wystarczy mi radość z namalowania konia wyglądającego jak koń. Mam za to kilka innych zdolności, nad którymi mogę pracować.

Akceptacja swych ograniczeń nie oznacza rezygnacji z dążenia do samodoskonalenia. Jednak zmiana może odbywać się w strefie komfortu i powinna dotyczyć kwestii, które naprawdę nas uwierają. Fakt, że nie zostanę wybitnym malarzem w ogóle mi nie przeszkadza, ale niechęć do wystąpień publicznych w pewnym momencie zaczęła komplikować mi życie. Jakiś czas trwało zanim się do nich przyzwyczaiłem. Dziś mieszczą się w mojej strefie komfortu. Jednak by dojść do tego stanu wykorzystałem leżące tam zasoby. Samoświadomość, wiedza w czym jestem dobry, z czym sobie nie radzę pomogła mi nabyć potrzebne umiejętności.

Poszerzanie strefy komfortu

Rozszerzając strefę komfortu nauczyłem się starannie wybierać elementy, nad którymi będę pracował. Nie każdy feler mi przeszkadza. Zamiast pracować nad wszystkim, wolę skupić się nad rozwojem swego potencjału. Zamiast katować się, wolę pomyśleć na kwestią:”Skoro nie mogę zostać komikiem, szefem kuchni ani tancerzem, to kim mogę być”.

Rozwój osobisty nie polega tylko na tym, że stale przekraczamy granice, ale także na tym, że zyskujemy samoświadomość. Znajomość siebie daje narzędzia do odkrycia swego prawdziwego potencjału. Prawdziwa samoakceptacja wypływa z samoświadomości. Umiejętność określenia swoich talentów, ograniczeń, upodobań, lęków i awersji pomaga osiągnąć prawdziwy dobrostan. Gdy znasz samego siebie, wiesz też jakie metody samo urzeczywistniania potencjału możesz wykorzystać.

Wychodzenie ze strefy komfortu nie musi wiązać się z porzuceniem wszystkich zasobów i wdrażaniem pięciu rewelacyjnych kroków do czegoś. Strefę komfortu można poszerzać, wszelkie, dziś przerażające aktywności z czasem staną się nawykiem. W końcu doskonalenie się nie oznacza ciągłej walki, bólu, potu i łez. Rozwijając swój potencjał korzystasz z talentów, które i tak posiadasz, czyli robisz rzeczy, które sprawiają ci sporą przyjemność. Pozbywając się wad, które ci przeszkadzają tez korzystasz z zasobów, które już masz. Walcząc ze swoim bałaganiarstwem zrobiłem użytek z lenistwa i zamiłowania do rutyny.

Schematycznie pojmowany rozwój osobisty stwarza o wiele więcej problemów niż rozwiązuje. Na szczęście pojęcie rozszerzania strefy komfortu, zamiast jej porzucania, stopniowo zyskuje nowych zawodników. Twierdzenie, że w każdym tkwią ogromne możliwości nie znaczy, że każdy ma talent do wszystkiego. Ucieczka ze strefy komfortu często oznacza oddalenie się od miejsca, w którym można znaleźć swoje zdolności, zyskać swój unikatowy sposób postrzegania rzeczywistości, cyzelować umiejętności, testować nowości. To raczej plac zabaw niż więzienna cela.

W pętli rozwoju osobistego
Podziel się: